Szklane drzwi

Późno wieczorem kończę obchód krakowskich klink. Na rogu Strzeleckiej i Kopernika kręci się dziewczyna. Śliczna. I jakby w puch rozbita.

Szukasz kliniki? Tak. Psychiatrycznej. Po ciemku sama nie znajdziesz. Zaprowadzę. Wchodzimy na teren dawnego szpitala szarytek. Psychiatria jest w następnym budynku. Tam się okazuje że dyżurny lekarz nikogo nie przyjmie bez skierowania, więc idziemy na SOR, szpitalny oddział ratunkowy, kilka minut piechotą. Jak się czujesz? Jesz? śpisz? oddychasz? Nic nie czuję... A rodzicie? Jak wam się układa? Jeśli umrą, to też nie będę czuć nic... Moja droga, to zdrowa reakcja organizmu. Jesteś w dołku, szukasz lekarza, bo twój organizm walczy o życie, zajmuje się podstawowym metabolizmem, trawieniem, oddychaniem, więc nie ma już sił żeby cokolwiek czuć, ale to mnie, cierpliwości... Ale to stale powraca! Wiem, dlatego nie czekaj aż wróci. Czekaj aż minie i resztę zostaw. A za chwilę musisz trochę skłamać. Powiedz że potrzebujesz psychiatry, nie psychologa, ale psychiatry, i to szybko, bo w przeciwnym razie mogą cię wstawić do długiej kolejki... Noł problem. Taki teatrzyk umiem odstawić. Powinnaś czasem zagrać także dla rodziców. O nie. Nie da się. To tacy straszni katolicy. Szkoda słów... Pomódl się za nich. Pomódl?! Ja jestem niewierząca!! Ja też bywam niewierzący gdy na siebie patrzę. No to zrób medytację. Odróżnij dobro od zła na przykład w mamie. Ale nie po łebkach. Precyzyjnie. Co ona takiego robiła że cię sprowadziła na świat i wychowała? A co teraz robi? Opisz to dokładnie. Bez kiczu. Tam wszędzie dobra będzie więcej. A potem wykończ mamę tym dobrem. Jak palnie coś agresywnego, to ty jej w zamian komplement. Ale porządny, realistyczny, nie zmyślony. Po kilku takich starciach ona na pewno zmieni strategię. Zacznie inaczej do ciebie mówić. I będzie do wytrzymania. Proszę księdza, tego się nie da zrobić! Nie z nią! Nie z nimi! Nie da się! Spróbuj. Gorzej już nie będzie choćbyś chciała.
Zbliżamy się do soru. Duży gmach. Szkalne drzwi. Kolejka zmęczonych ludzi za drzwiami. Zmęczona siostra w okienku. Moja pacjentka waha się. Nie chce wejść. Nie wejdzie. To nic nie da! Ucieka. Biec za nią czy nie biec. Jestem w sutannie. Siedem godzin na nogach dzisiaj. Niech biegnie. Skoro doszła aż tu chce żyć.


Postscriptum
Zamieściłem to opowiadanie na fejsie miesiąc temu. Wczoraj dr Anna, lekarka z ww. psychiatrii, napisała mi, że portier nie będzie już teraz nikogo odsyłał, bo po godz. 15 dyżurny lekarz każdego przyjmie.
Trwa ładowanie komentarzy...