Inne życie

Dziesięć kobiet na mszy w klinice położniczej, ale osób w sumie szesnaście, bo cztery z nich są w ciąży, w tym dwie w bliźniaczej. Dwie mamy w jednym kącie a w sumie sześć osób. Hę? W nagrodę po mszy opowiedziałem im kilka andegot, w tym tę nie pierwszej młodości o bliźniakach, co się pokłóciły w brzuchu mamy o życie.

- Wierzysz w życie po porodzie?
- Jasne. Coś musi tam być.
- A mnie się wydaje, że tam nic nie ma. Zato tu jest coraz ciaśniej.
- No ale może właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co potem.
- Bzdura! Poród to koniec. Nie ma żadnego życia po porodzie. Słyszałeś, żeby ktoś stamtąd wrócił?
- Nie. Ale tam musi być dużo fajniej. Można biegać, oddychać i wcinać szaszłyki...
- Nonses! Na nogach nie da się biegać! Są za miękkie. I po co ci oddychanie skoro masz pępowinę! Nie ma życia bez pępowiny!
- Pożyjemy, zobaczymy. I zobaczymy mamę.
- Mama? To ty wierzysz w mamę? A kto to w ogóle według Ciebie jest?
- No przecież my teraz jesteśmy w mamie. Żyjemy dzięki niej. Bez niej w ogóle by nas nie było.
- Nie wierzę! Ja nigdy żadnej mamy nie widziałem, a to najlepszy dowód, że jej nie ma.
- Jak to? Przecież ona czasem śpiewa jak nie kopiemy i siedzimy cicho. Czasem nas głaszcze, czasem kołysze, a czasem coś do nas mówi. Moim zdaniem prawdziwe życie zaczyna się dopiero po porodzie.
Trwa ładowanie komentarzy...