Na dzień świętego Walentego

Pewnego dnia pewna mała dziewczynka przeraziła rodziców swoim nowym, dziwnym zachowaniem, którego rodzice nijak nie mogli zrozumieć ani tolerować. Próbowali perswazji, kar, nagród, zaklęć, modlitw, terapeutów, wróżek, a dziewczynka wciąż swoje jakby w ogóle nie liczyła się z nikim. W końcu zwrócili się do księdza. A co ona właściwie robi? - zapytał. Proszę księdza, ona chyba oszalała! Od miesiąca zostawia wszędzie małe karteczki - wszędzie, w domu, w szkole, w kościele, w sklepie, na ulicy, a my nic nie możemy z tym zrobić. Przynieście mi choć jedną, powiedział. Nazajutrz wręczono mu mały skrawek papieru. Ksiądz włożył okulary i przeczytał: Każdy, kto znajdzie tę karteczkę, niech wie, że jest kochany!

Postscriptum


Tę dykteryjkę, zasłyszaną w kazaniu kolegi, dedykuję dziś wszystkim zakochanym, niekochanym, no i tym, co nie lubią walentynek. Miłość nie boi się kiczu, czasem wręcz się w nim pławi, jak w tej dykteryjce, ale robi to z konieczności, po to jedynie, żeby naprawdę niczego się nie bać, nie uciekać przed niczym, nie chować się w mysiej dziurze, nie zdychać po cichu na próżno, bo sama jest wszystkim, zaprzeczeniem kiczu i zapożyczeń.
Dobrze zatem, że nam święty Walenty zafundował, chcąc nie chcąc, osobne święto, co jednych mdli, a drugich mami, bo w taki dzień każdy może każdemu, więc i sobie, postawić banalne pytanie. Miłość? Jest czy jej nie ma, nie wiem, ale jeśli nie ona, to całej reszty nie ma tym bardziej, zatem komu jak komu, ale jej na pewno na przekór wszystkiemu warto w oczy powiedzieć, że jest.
Trwa ładowanie komentarzy...