Trąd

Tym co nie wierzą w postęp warto przypomnieć o trądzie. Towarzyszył on ludzkości od niepamiętnych czasów i zawsze budził paniczny lęk, aż wreszcie w latach trzydziestych XX wieku niemiecki bakteriolog Gerhard Domagk odkrył, że można go łatwo leczyć za pomocą prostego związku organicznego siarki, uzyskanego nieco wcześniej (1908) przez Fromma i Wittmanna. Trąd zaczął ustępować. Jeszcze w latach pięćdziesiątych liczba chorych na świecie przekraczała 20 mln, dziś jest ich mniej niż milion, głównie w Indiach, Brazylii i Birmie. W rumuńskim Tichilesti działało ostatnie europejskie leprozorium, aczkolwiek Europa uwolniła się od plagi trądu już w średniowieczu, płacąc za to wysoką cenę. Wielka epidemia dżumy w latach 1347-1352 zabiła jedną trzecią mieszkańców kontynentu, wygaszając jednocześnie wszystkie siedliska trądu.

I przyszedł do niego trędowaty, prosząc go, i upadłszy na kolana rzekł mu: Jeźli chcesz, możesz mię oczyścić. Jezus zmiłowawszy się nad nim, ściągnął rękę swą, i dotknąwszy się go, rzekł mu: Chcę, bądź oczyszczony. A gdy rzekł, natychmiast odszedł trąd od niego i był oczyszczon. I zagroził mu, i natychmiast go puścił. I rzekł mu: Patrz, abyś nikomu nie powiadał; ale idź, ukaż się najwyższemu kapłanowi i ofiaruj za oczyszczenie twe, co rozkazał Mojżesz na świadectwo im (Mk 1, 40-44).



Jezus nie zakładał leprozoriów, nie podawał dapsonu i nie zalecał wielomiesięcznej kwarantanny w oczekiwaniu na pierwsze efekty. Usuwał trąd w jednej chwili w sposób cudowny, aby nikt nie wątpił, że akurat tu lekarzem jest wyłącznie Bóg, nie człowiek, a choroba nie jest karą za grzechy, lecz przykrym wybrykiem natury, z którym człowiek wtedy i jeszcze długo później nie umie sobie poradzić.
Nie znaczy to wszakże, że Jezus zwalniał człowieka z wszelkich obowiązków. Wręcz przeciwnie, choremu polecił skrupulatnie wypełnić nakazy prawa, które przewidywało ośmiodniową kwarantannę, urzędowe kwalifikowanie stanu zdrowia przez kapłana oraz szereg czynności sanitarnych, religijnych, a nawet wizerunkowych, dzięki którym człowiek wykluczony ze społeczności znowu stawał się jej pełnoprawnym podmiotem (por. Kpł 14).
Jest rzeczą znamienną, że obrzędy świątynne po uzdrowieniu z trądu przewidywały dwukrotnie więcej ofiar niż po urodzeniu dziecka, a ludzie ubodzy nie mogli się z nich łatwo zwalniać. Pierwszy z dwóch baranków miał być ofiarą całopalną, ubodzy mogli ją zamienić na ofiarę z gołębia, ale drugi baranek stanowił ofiarę przebłagalną, z którą wiązał się gest „kołysania przed Panem”. Kapłan wykonywał go nad ofiarnikiem trzymając w ręku kość mostkową wyjętą ze zwierzęcia złożonego już na ołtarzu. Co wrażliwsi czuli wtedy ukłucie we piersi, bo gest kołysania oznaczał, że i oni chcą przylgnąć do Boga cały jestestwem oraz że Bóg ich tuli do siebie i kołysze jak matka, a ich trzewia napełnia życiem.
Trędowaty uzdrowiony przez Jezusa tych wszystkich ofiar nie złożył. Źle to świadczy o jego pobożności, także tej sprzed uzdrowienia, skoro teraz tyle reguł lekceważył. Jeśli przedtem, będąc trędowatym, nie trzymał się z dala od siedlisk ludzkich i nie ostrzegał przechodniów o swojej chorobie głośnym wołaniem jak nakazywało żydowskie prawo, to stanowił dla wszystkich poważne zagrożenie sanitarne, a z legalnego punktu widzenia stanowił je nadal.
Biegał wesół i zdrów jak ryba, ale bez oficjalnej autoryzacji, ściągając tym samym gromy na Jezusa. Na wieść o jego cudotwórczych mocach zbiegły się tłumy, ale sam Jezus musiał się ukrywać na pustkowiu niczym trędowaty, bo kapłani zyskali pretekst by sądzić, że Jezus pozbawia ich należnych ofiar, a trędowatym pozwala na wszystko. Jezus stawał się zagrożeniem, które należało usunąć. Gdyby uzdrawiał tylko pobożnych, posłusznych i gorliwych, niewątpliwie dłużej chodziłby po ziemi.
Dziś trąd na świecie już prawie ustał, a mimo to nie brak nam trędowatych oraz tych co nie wierzą w możliwość leczenia trądu, ba, wiele by dali, żeby dowieść, że trąd trawi wszystkich, ale nie ich, i że nazwanie trędowatego trędowatym jest ważniejsze od udzielenia mu pomocy.
Trwa ładowanie komentarzy...