Pedofilia nie może się przedawniać

Ksiądz, który molestował mnie w dzieciństwie, wydał oświadcznie, w którym nie poczuwa się do winy, a moją ocenę jego czynów sprowadza do kategorii odczuć subiektywnych. Przyjąłem jego ogólnikowe przeprosiny wiele lat temu i uważam, że między nami wszystko zostało zamknięte. Pozostaje jednak problem ofiar. W świetle polskiego prawa pedofilia przedawnia się szybciej (15 lat) niż ofiara pedofilii potrafi dojrzeć na tyle, żeby o swojej krzywdzie powiedzieć komukolwiek. Zazwyczaj robi to dopiero wtedy, gdy widzi własne niewinne dzieci i zastanawia się co może je spotkać. Osobnym problem jest lęk Kościoła przed zgorszeniem, kóry paraliżuje wszystko, sprzyja przestępcom, a ofiary strąca w przepaść lekceważenia i drwin.

Nigdy nie ujawniłem tożsamości księdza-pedofila i nigdy nie zamierzałem tego robić. On sam się ujawnił. Zależy mi wyłącznie na dotarciu do osób, które przeżyły podobną traumę jak ja i takie osoby z różnych stron Polski, także z moich stron, teraz do mnie się zwracają. Rozmawiam z nimi telefonicznie, odpisuję na listy i umawiam się na spotkania. Chcę żeby jak najszybciej przeżyły to, co ja przeżywam teraz, po prawie 40 latach - radość, że zagrożenie naprawdę już minęło i że w każdej chwili z Bożą pomocą będzie można je pokonać. Wiem to zaledwie od paru dni! A dowiaduję się tego przez bardzo głębokie wzruszenie, spazmy dziecka, co naprawdę mnie zawstydza. Jednocześnie czuję, że to początek długiego procesu, bo bolesne wspomnienia nigdy się nie zatrą. Wszyscy skrzywdzeni mają prawo przeżyć to, co ja przeżywam od chwili, gdy moi bliscy poznali moją przeszłość. To nie jest kwestia komfortu psychicznego, ale walki ze złem, które kilka dni temu odezwało się we mnie tak, że skrzywdziełm jednego ze współbraci. Wystraszyłem się go panicznie, jak złego księdza, którego bałem się w dzieciństwie, więc go odepchnąłem ze wszystkich sił, a on w konsekwencji rozbił głowę, złamał obojczyk i wylądował w szpitalu.



Zabrałem głos publicznie nie po to, żeby dzielić się traumatyczną przeszłością czy usprawidliwiać siebie ze złych zachowań, których już nie odwrócę, ale żeby pokazać jak nie należy prowadzić duszpasterstwa w konfesjonale, zwłaszcza wobec dzieci i młodzieży, oraz pokazać jak Kościół, parafia, rodzina, a nawet małe dziecko może się oprzeć nadużyciom i zachowaniom pedofilskim. Wtedy pomógł mi w tym anonimowy ksiądz w sanktuarium maryjnym w Tuchowie, któremu do końca życia będę za to wdzięczny, a pomoc polegała jedynie na tym, że wyjaśnił mi co należy powiedzieć księdzu, który zachowuje się źle, doprowadzając dziecko do płaczu i nerwic. Kilka słów prawdy, że księdzu tego robić nie wolno i że wszyscy w wiedzą, że księdzu tego robić nie wolno, powiedziane w twarz właśnie temu złemu księdzu, uwolniło mnie od cierpień. Niestety, dopiero teraz wiem, że naprawdę mnie wtedy uwolniło i chcę się tym ze wszystkimi podzielić, bo to naprawdę wielka radość, a ja nie chcę, żeby oni czekali na to tak długo jak ja, bo ta wolność od dziecka się im należy.

Znając dość dobrze problemy Kościoła anglikańskiego, który bodaj jako pierwszy uporał się z plagą pedofilii m.in. dzięki pełnej otwartości i jasnym procedurom dla szkół, rodzin i parafii, a także znając śmiałe kroki poczynione przez ostatnich papieży i lokalne Kościoły w Anglii, USA i na Kontynecie, wiem, że polskiemu Kościołowi takich właśnie kroków brakuje. Zmowa milczenia i lęk przed zgorszeniem okazują się silniejsze niż cierpienie ofiar. Papież Benedykt XVI chyba jako pierwszy się temu przeciwstawił. Przy każdej okazji spotykał się ofiarami, bo widział, że gest miłości jest ważniejszy niż procedury, prawo i jego przymus.

Ksiądz pedofil cieszy się dziś uznaniem, choć wiem od niedawna, że krzywdził dzieci we wszystkich parafiach, w których pracował. To, co przeżyłem w ósmym i dziewiątym roku życia na zawsze pozostanie traumą, przykładem jak nie powinien postępować kapłan. Nie chcę i nie dopuszczę, żeby ktokolwiek kiedykolwiek znowu się z takim zachowniem zetknął.
Trwa ładowanie komentarzy...